14.12.09

Postuluję, aby święta były w tym tygodniu

Przydałby mi się odpoczynek.

Przez ostatnie trzy tygodnie odpracowywałam nadgodziny, obowiązkowe dla wszystkich pracowników naszej sekcji. Ot, firma zafundowała prezent na mikołajki. Ale bony też dała, więc nie komentuję tego szerzej.
Niemniej przywykłam do tego, że za trzy piąta robię log out, pędzę na 87, spotykam na przystanku kolegę Radzia, któremu regularnie nie przyjeżdża 83; mówię zaklęcie "no, to teraz może już przyjechać" i wierzcie lub nie, ale przyjeżdża. To musi być jakaś magia, bo gdy Radzia nie spotykam bądź nie wypowiadam zaklęcia, 87 ukazuje najbardziej łódzkie oblicze MPK i przepada w tajemniczych okolicznościach.

Zatem gdy nie było mi to dane, bo to albo zostawałam dłużej, albo przyjeżdżałam wcześniej, a często i jedno i drugie, miałam w sobie małą skrzywdzoną dziewczynkę z ciężką pretensją do świata jako takiego. Jeszcze większą niż zazwyczaj. Doznałam też czegoś na kształt absolutnego szczęścia, gdy po skrupulatnym uzupełnieniu zeszyciku obecności wyszło na jaw, że wspomniana pańszczyzna już za mną.

Szarówa sponurza Szpro. Wstawanie przed wschodem słońca, wychodzenie z pracy po jego zachodzie, wichry porywiste tudzież ołowiane niebo - nic tylko położyć uszy po sobie, wyciągnąć pysk do księżyca i zawyć przeciągle. Nie lubię listopada i grudnia, mimo imienin, mikołajek, gwiazdek i innych prezentowych ewenementów; nie lubię, bo nie ma słońca ni ciepła. Toteż dziś nawet się nieco ucieszyłam na spadły śnieg, boć zawsze to jaśniej. I istotnie, ciut większego powera mam.

Rzeczona szarówa i wzmiankowane nadgodziny niemniej przyczyniły się do nadszarpnięcia moich nerwów i udało mi się wykonać tak miłą awanturkę w pracy, że mój kiero uznał za stosowne podjąć interwencję. Przyjęłam na klatę, zdobną prawdopodobnie w pollyannę i postanowiłam nosić persen w torebce, tak na wszelki zaś. Zyskałam dzięki niej (awanturce, nie pollyannie i torebce) miły kawałek Żywiołaka w telefonie pod wszystko mówiącym tytułem "Dzika femina" (yeaah!) oraz komentarz "To może nie róbmy tej wigilii pracowej, bo jeszcze Kaśka zacznie talerzami rzucać". Do kroćset, jak ostatnio mawia Miau, talerzami pirzgam wyłącznie niechcący.

Tymczasem w weekend szykuje mi się zlot gwiaździsty z udziałem Bimbo, Filifionki i Paulinki, zatem najbliższe dni spędzę na lekkiej tremie i być może nawet - sprzątaniu.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jak dla mnie, to tych świąt mogłoby w ogóle nie być. Trochę aspołeczna jestem.

aard pisze...

No i były w zeszłym :P