Mój warszawski wojaż tym razem przebiegł omal bez pirdkowania, za to uświetniła interwencja policji. I nie, wcale nie chodziło o to, że szalałyśmy z Lezbobimbo (przyjechaną z Danii i czarującą) i Paulinką(u której spałyśmy) jakoś ekstraordynaryjnie.
Otóż wróciwszy od Idomeneo zastałyśmy pod kamienicą, w której mieszka Paulinka, coś na kształt człowieka. Miało toto przetłuszczone długie kłaki, nikły zarost, paramilitarny ubiór i błędny wzrok. Bełkotało coś o spierdolonym swoim życiu i wykazywało holistyczne pojmowanie świata pierdoląc, jak ujęło, wszystko.
Zanim się spostrzegłyśmy, wślizgnął się za nami do klatki, wszedł z nami na piętro i wykazywał chęć towarzyszenia nam również w mieszkaniu. Paulinka zatem przestała grzebać w torebce w poszukiwaniu kluczy, a zadzwoniła do drzwi naprzeciwko, należących do ciecia, względem którego oczekiwała pozbycia się intruza. Cieć jednakowoż nie zamanifestował się nijak, być może poszedł w miasto, zaś Tłustowłose Emo zaczęło się do cieciowych drzwi dobijać, używając z początku pięści, a potem także i glanów.
Więc Paulinka zadzwoniła na policję, omal płacząc do słuchawki, a gdy przyjechali - byczki dwa na dwa - nadal odgrywała biedną małą dziewczynkę. Za co obiecałam jej półoskara w glanach i jak się sprężę, to wykonam.
- Rzucił się na panią? - spytali na przykład.
- Nie - odrzekła Paulinka. - Ale rzucił się na moje drzwi!
- No, jak my się na niego rzucimy...
Wyprowadzili Tłustowłose Emo z budynku, odnalazłszy go w piwnicy (Czekałyśmy na nich przed kamienicą, zaś intruz wykazał mobilność), prewencyjnie dając mu z pały w karczycho.
Wobec takich emocji fakt, że nazajutrz widziałam, jak fortepianią się słonie, zupełnie blednie. Acz zważywszy gabaryty obojga, było na co popatrzeć.