Generalnie bardzo przemiło, mimo braku Mag.gie i mojego - mam wrażenie, że silnie rzucającego się w oczy - zmęczenia. No i się obłowiłam bonusowo w kocyk koloru morelowego, co do którego zachodzi podejrzenie, że jednak jest swetrem, że o innych rzeczach, już w normalnych kolorach i fasonach nie budzących wątpliwości co do przeznaczenia nie wspomnę.
Muszę również wspomnieć, że Kotangens bardzo kocha Breble i chyba chce z nią zamieszkać. Breble, może się skusisz...?
Dziś dzień lenia. Maksymalnego, ze spaniem do 11:00 i miłą drzemką poobiednią. Na jutro ICM zapowiada niezłą pogodę, więc chyba z Maksymem się gdzieś wybiorę. Anyone else?
update
Pospieszyłam się z publikacją posta, a chciałam się jeszcze podzielić zachwytem nad knajpką Improwizacja Jazz Lounge. Kilka pomieszczeń i szalenie ciekawa mieszanka jazzu w muzyce oraz zdjęć ze studia Wspin, znakomicie zresztą wyeksponowanych. Może byśmy kiedyś zrobili klasyczne namiestne szprotkanie tamże właśnie? (rowery byłoby gdzie wstawić).
8 komentarzy:
Ja najwyżej miejsce biegnące mogłabym zająć, bo mój ciągle bezimienny rower przebywa na wygnaniu. A szkoda.
wstyd, droga Joubert :P
MAsz rację. Powinnam go nazwać :]
Bezwzględnie. I jakoś złowieszczo go nazwij.
Pedały Szatana. Czy to by była podwójna obraza? ;p
zważywszy podwójność pedałów...
A ta cała Improwizacja to gdzie właściwie?
Aha, NIE NAZWĘ mojego ślicznego roweru Pedałami Szatana!
Na Stefanowskiego 17
Prześlij komentarz